Wywiad z Klaudią Tokarz-Laska - klebek-uczuc.pl

wywiadklebekuczuc.webp

Wiemy, że dzieciństwo ma ogromny wpływ na dorosłe życie. I nie musi być ono traumatyczne, by zaburzyć poczucie własnej wartości, poczucie bezpieczeństwa, umiejętności stawiania granic czy dbania o siebie. Tych wszystkich podstaw, które chcemy zapewnić swoim dzieciom, a których nam brakuje. Jak wspierać siebie i ich w tym procesie, jeśli za nami trudne wydarzenia opowiada nam Klaudia Tokarz – Laska. Mama 3 dzieci, autorka i wydawczyni w https://klebek-uczuc.pl zajmującą się między innymi tematyką potrzeb dziecka, relacji i uzależnień.

 

Dzieciństwo to czas, w którym budowane są fundamenty na całe późniejsze życie – zdrowie, uczenie się, zachowanie, samopoczucie. Jak je zapewnić, jeśli sami nie otrzymaliśmy ich w dzieciństwie?

 

Myślę, że to proces. Zauważenie braków, których my doświadczyliśmy to pierwszy i ogromnie ważny krok. Potem jest jeszcze nad tym praca. Praca, która dotyka każdego fragmentu naszego ciała. To wyuczone schematy, działania i myślenia. Nawet jeśli krzywdzące to jedyne, które znamy i dające swego rodzaju bezpieczeństwo. Znalezienie nowych, zdrowszych, wspierających czy rozwojowych nawyków to kolejny krok, a potem jest jeszcze wcielanie ich w życie. Ja myślę, że dobrze jest zacząć od zrozumienia. Dla samego siebie. Odnalezienie przyczyn zachowań, wybaczenie sobie, takie zaopiekowanie się sobą. Chęć pracy nad tym, co nam nie odpowiada, ale jednoczesne nie piętnowanie siebie za potknięcia. Rozmowa – to jest coś, co bardzo pomaga. Myśli, które zostają tylko w głowie tworzą rzeczy, które często nie mają miejsca. Mówienie o nich pomaga spojrzeć na nie inaczej. Pozwala też innym nas zrozumieć. Myślę sobie, że po takich brakach warto jest sięgnąć po pomoc specjalisty. Łatwo zatracić się w skrajnościach, zarówno tych w powtarzaniu wzorców naszych opiekunów, jak i tych, by ich uniknąć.

 

Kiedy to my powinniśmy wrócić do swojego dzieciństwa, zaopiekować się swoim wewnętrznym małym dzieckiem? Często przecież nie zdajemy sobie sprawy, że jesteśmy obciążeni przez poprzednie pokolenia, społeczeństwo, edukację.

 

Zauważenie tego to trudny i często bolesny moment. Pewnie najprościej byłoby zrobić to wtedy, gdy coś nas niepokoi. Kiedy jest nam źle i nie potrafimy zlokalizować źródła. Może nawet jeśli nie wiemy, że akurat do dzieciństwa chcemy się dostać, to sięgnięcie po pomoc może nas tam zaprowadzić.

 

Współczesny rodzic często styka się ze słowem bliskość. Czym ona tak naprawdę jest? I dlaczego zaczyna się od miłości i bliskości do samego siebie?

 

Jedna z moich książek zaczyna się słowami „by zrozumieć innych, zrozum siebie”. Bliskość kojarzy mi się najbardziej z poczuciem bezpieczeństwa. Z taką ciepłą przystanią, do której możemy wrócić czy, w której możemy się schować, gdy na zewnątrz szaleje burza. Każdy z nas marzy o takim bezpiecznym miejscu, pełnym zrozumienia, akceptacji, nieoceniania, słuchania. Takim miejscu, w którym możemy być sobą, pozwolić sobie na odczuwanie i przeżywanie wszystkich emocji. Nie czujemy się dobrze przy kimś przy kim musimy udawać, kontrolować się. Nie czujemy wtedy z nim bliskości. A przecież to z samym sobą jesteśmy zawsze. To właśnie my sami możemy stworzyć dla siebie taki schron przed burzą. To wspaniałe uczucie otaczać się opieką, poznawać siebie i kochać. Być dla siebie prawdziwym przyjacielem. Myślę sobie, że trudno jest nam budować jakąkolwiek relację; rodzinną czy zawodową, jeśli nie rozumiemy samego siebie. Jeżeli jesteśmy wymagający dla innych, chcemy, by robili wszystko idealnie, nie popełniali błędów, to najpewniej właśnie te błędy mocno denerwują nas właśnie w nas. Jeżeli rozumiesz to, że popełniłeś błąd, bo … jesteś. Po prostu jesteś, działasz, próbujesz, mylisz się, to nie będzie dla Ciebie dziwne i frustrujące, że ktoś inny je popełnia. I analogicznie tak dzieje się z każdym innym zachowaniem czy emocją. By dać bliskość dziecku, partnerowi, by ją naprawdę rozumieć, dobrze jest mieć taką relację ze sobą.

 

Według naukowców to, w jaki sposób maluch uczy się nowych rzeczy, szczególnie tych związanych z emocjami ma kluczowy wpływ na to jak szczęśliwe życie będzie prowadził jako nastolatek czy dorosły. Czy możesz rozwinąć tę myśl?

 

To, w jakich warunkach rozwija się nasz mózg wpływa na to jak będzie on funkcjonował później. Zawsze. Często spotykamy się ze swego rodzaju atakiem na nurt rodzicielstwa bliskości. Że to wchodzenie na głowę, wychowanie bezstresowe i „potem takie dzieci to bandyci” itd. Czy w takim razie powinniśmy traktować stresogenne, niebezpieczne środowisko za to idealne do rozwoju, wychowywania się? Czy żyjąc jako dziecko w miejscu, w którym jest niebezpiecznie, odczuwamy ciągły strach, jesteśmy smutni, później, w dorosłym życiu będziemy spokojniej, lepiej radzić sobie w trudnych sytuacjach? Czy może będziemy już tak wykończeni, tak zniszczone będzie nasze poczucie wartości, że każdy dodatkowy stres będzie nas niszczył bardziej? Czy w spokojnym, bezpiecznym, wspierającym środowisku nie jest łatwiej nauczyć się radzić z przeciwnościami? Mając zbudowaną samoświadomość, poczucie siebie, odwagę do pytania, proszenia o pomoc, działania? Bez strachu.

 

My rodzice jesteśmy często przemęczeni pracą, domem, chęcią bycia idealnym. Zewsząd słyszymy, czytamy porady co robić by być lepszym rodzicem, by chronić nasze dzieci. Jak się w tym nie zagubić? Jak znaleźć złoty środek?

 

Każdy z nas ma pewnie inną definicję bycia idealnym. To naturalne, że dążymy do tej najlepszej wersji samego siebie, ale myślę, że tutaj w grę wchodzi głównie dbanie o fizyczność, o to co widać, spychając na bok dbanie o psychikę. Łatwiej zauważyć brudne naczynia w zlewie niż zestresowanego człowieka. Łatwiej zobaczyć, że dziecko ma kaszel i nie było u lekarza niż to, że potrzebuje pomocy psychologa i jeszcze z niej nie skorzystało. Do tej presji rodziców oczywiście dochodzi Internet, masa książek, publikacji, zdjęć w mediach społecznościowych, w których pokazany fragment rzeczywistości jest właśnie tym „idealnym”. Czystym, pięknym. Myślę, że warto posłuchać siebie, swoich potrzeb. Nauczyć się dbać o siebie, dla siebie.

 

Klaudia Twoja historia pokazuje, że nawet najtrudniejsze dzieciństwo nie przekreśla szans na stworzenie bliskiej i świadomej rodziny. Wiem, że w jednym pytaniu nie jesteś w stanie dać kompleksowej odpowiedzi. Ale jakbyś mogła powiedzieć nam jak zacząć proces uzdrawiania swoich emocji?

 

Zwrócić na siebie uwagę. Obserwować siebie. Stać się dla siebie ważnym/ważną.

 

Czy w takim procesie ważna jest wioska wsparcia? Jeśli jej nie ma, jak można ją budować?

 

Dużo mówię o dbaniu o siebie, o tym, że to w sobie można znaleźć przyjaciela. Ale wiele razy na własnej skórze odczułam, że bycie samemu jest bardzo trudne. Niełatwo jest nauczyć się prosić o pomoc, a jeszcze trudniej jest, gdy nie ma się kogoś kto zrozumie i pomoże. Wiem, że każdy człowiek jest bardzo silny. I jesteśmy w stanie wiele znieść, z wieloma rzeczami poradzić sobie samemu, ale po co samemu, gdy z kimś jest raźniej? Często w tym tworzeniu wioski wycofujemy się, bo boimy się oceny, wygrywa strach, że będziemy gorsi, że wyjdziemy na słabych. Bo pomoc ciągle jeszcze kojarzy się z byciem słabym. Czy to nie jest duża odwaga o nią prosić? Przyjmować i dawać. Być dla siebie nawzajem. Jak ją budować? Mówić. Rozmawiać. Słuchać. Nie zamykać się.

 

Podobne artykuły:

© 2022. All rights reserved by The Village Network